Mogę wybrać wyjazd w góry, dlatego że moi znajomi tam jadą albo w tym sezonie najbardziej popularne są wakacje w Karpaczu. Czy bycie w popularnym miejscu jest bardziej satysfakcjonujące, niż bycie tam, gdzie tak naprawdę chcę być?
Kiedy planuję wyjazd, zadaję sobie podstawowe pytania: czego potrzebuję na ten moment i gdzie mogę to odnaleźć? Może czuję, że czas na aktywny wypoczynek, długie wędrówki i fizyczne zmęczenie, aby rozładować stres? Może już dawno skumulowały się we mnie nieprzyjemne emocje, a aktywność fizyczna pomoże mi je rozładować. W takim wypadku wybrałabym góry, na których nie sposób się nie zmęczyć. A do tego niezapomniane krajobrazy i widoki - dwa w jednym. I bez względu na to, czy jest to popularne czy nie - ja będę zadowolona z wakacji.
Czasem mogę odczuć, że potrzebuję się wyciszyć, zanurzyć w kontemplacji i spokojnie oddychać. Wybieram morze z pięknymi zachodami słońca sprzyjającymi refleksji oraz zadumie. Wybieram morze z odgłosem szumiących fal oraz widokiem kołyszącej się wody, które uspokajają i pomagają się wyciszyć. I znów, bez względu na to czy to jest popularne, ja będę zadowolona.
Czasem jednak czuję, że potrzebuję pobyć z ludźmi, że potrzebuję wrażeń oraz atrakcji. Wybieram weekend w Rzymie lub innym mieście. Tam mogę wybrać się do teatru, opery, spotkać z innymi ludźmi, porozmawiać w kawiarni. Miasto dostarcza mi wielu atrakcji oraz zabytków do zwiedzania, obiektów godnych uwagi. Taka forma podróży napełnia mnie nową energią oraz skutecznie pomaga oderwać się od rutyny dnia codziennego.
Myślę, że zamiast pytania “góry, czy morze, czy wakacje za granicą”, powinniśmy zadawać sobie pytania bardziej osobiste. W ten sposób zwiększamy szansę, że to będą naprawdę dobre wakacje, a my wrócimy szczęśliwi i zrelaksowani.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz